Mój mąż spokojnie odpiął naszego malucha i postawił nas na chodniku. „Brian, oszalałeś?” krzyknęłam. Jednak kiedy odjechał i zobaczyłam, że wszystkie torby w bagażniku należą do niego, a nie do mnie, jasność umysłu przebiła się przez panikę – to nie była walka. To była strategia ucieczki.
Funkcjonariusz patrolu, który zauważył nas utkniętych na poboczu, nie wahał się. Zatrzymał się, zapytał, czy jesteśmy ranni, podał Calebowi butelkę wody z radiowozu i przez radio wezwał posiłki. W ciągu…









